A na imię mi Elijah ...

 On, zbuntowany, z trudną przeszłością, z trudnym dzieciństwem, tułający się po rodzinach zastępczych. Teraz właściciel klubu sportowego, znany bokser. 

Ona odziedziczyła stary dom po babci. Chce go wyremontować i sprzedać. Nie chce tego domu, ma żal do babci za to co zrobiła w przeszłości. Zaczyna porządki i wtedy zjawia się On. Gotowy do pomocy, a nawet do kupna tego domu. Ale czy tylko dom wzbudzi jego zainteresowania? 

Po takie książki raczej nie sięgam. Już wiele razy się rozczarowałam. Często pełne są wulgarnych scen, ciętego języka i niesmacznych scen erotycznych. Wszystko jest takie przewidywalne i po prostu nudne. A jak było tym razem?


Nastawiłam się negatywnie i sądziłam, że i tak nie doczytam do końca. Ale wiecie co, dobrze, że dałam szanse tej książce i sobie. Bo naprawdę całkiem fajnie spędziłam z nią czas. Historia może i jest trochę przewidywalna, jednak autorka potrafi zaskoczyć. I to nie raz. Mamy tutaj walki bokserskie, tajemnice z przeszłości. Stary list, który dużo wyjaśnia i kompletnie zmienia bieg historii. Jest miłość, dużo miłości, ale wszystko opisane tak ze smakiem. 

Historia Elijaha i Harper jest nie tak do końca oczywista. Dzięki niej możemy przenieść się do świata sportu, ostrej rywalizacji, a także walki o samego siebie. Ona i On. Dwa kompletnie różne światy. I miłość, której nikt z nich się nie spodziewał. Czy dadzą sobie szansę?

Ta książka to pierwsza część z cyklu Amerykański sen. A ja z przyjemnością sięgnę po kontynuację:)

Pozdrawiam



Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Magia Słów

Komentarze

SEJF

:)