Korespondentka

 "Korespondentka" to książka inna niż wszystkie. To książka w całości złożona z ... listów. 

Sybil Van Antwerp to kobieta po siedemdziesiątce. Mieszka sama w mały domku nad rzeką. Jej pasją jest pisanie listów i czytanie książek. Pisze do wszystkich. Do rodziny, przyjaciół, do pisarzy, nawet do wrogów. I pisze jeszcze do jednej osoby, do której tych listów nie wysyła. Większość spraw załatwia korespondencyjnie, czasami wysyła też maile. I czyta. Dużo czyta. Wie, że czasu ma coraz mniej. Już niedługo nie będzie mogła spędzać go na ulubionych zajęciach, bo traci powoli wzrok. I to smuci ją najbardziej. Kobieta dostaje też listy od osoby, która jej źli życzy, która ją wprost nienawidzi. Co wydarzyło się przed laty, że Sybil ma wroga, o którym nic nie wie? I czy kobieta będzie miała jeszcze siły, żeby rozliczyć się z przeszłością?


Tak, jak pisałam, to książka inna niż wszystkie. Składa się z przeróżnych listów. I właśnie z tych listów możemy wyczytać historię Sybil. Może na początku wydaje się to trochę dziwne, może trudno przyzwyczaić się do takiego stylu powieści,  ale po jakimś czasie wszystko powoli nabiera sensu. Wszystko układa się jak puzzle. Staruszka miała życie przepełnione szczęściem, ale również nie brakowało w nim dramatycznych wydarzeń. Wzloty i upadki, szczęście i rozpacz. Teraz kiedy życie prawie ma już za sobą pozostaje rozliczyć się z przeszłością. Ale czy w podeszłym wieku nie ma już miejsca na nic nowego, zaskakującego? Nie ma miejsca na przyjaźń czy miłość? 

Sybil pisze list do kogoś, list który nigdy nie zostanie wysłany. Możemy się tylko domyślać kim jest adresat, ale wszystkiego dowiadujemy się dopiero pod koniec. Listy są pisane przez okres kilku lat. Widzimy jak przez te lata bohaterka przechodzi przemianę, jak zmaga się z demonami przeszłości. Trudne relacje rodzinne, tajemnice z przeszłości odciskają swoje piętno. 

Książkę czyta się błyskawicznie. Niektóre listy są króciutkie, tylko kilka zdań. Inne długie pełne przemyśleń i refleksji. Lektura daje do myślenia, ale i potrafi wzruszyć, a nawet zaskoczyć. A wszystko to zawarte jest tylko w listach:)

Lubicie nieoczywiste lektury?

Pozdrawiam



Współpraca z wydawnictwem Filia

Wielka Magia

 Pytanie: Czym jest kreatywność?

Odpowiedź: Relacją pomiędzy człowiekiem a tajemnicami natchnienia.

W dzisiejszym świecie mało jest kreatywności. Kiedyś dzieci musiały być kreatywne, żeby urozmaicić sobie zabawę. Nie było takich zabawek jak teraz, nie było tyle bajek w telewizji. Nie wspominając o telefonach ani internecie. Teraz ta kreatywność jest zabijana przez telefony komórkowe. Jak nie ma dostępu do sieci to dzieci się nudzą. I to jest smutne. Autorka w poradniku "Wielka Magia" zachęca się kreatywności, żeby się odważyć żyć kreatywnie.

Opis Wydawcy:

Autorka Jedz, módl się, kochaj od lat inspiruje czytelników. Teraz wszystkim, którym brakuje pewności siebie, wytrwałości czy cierpliwości, by podążyć za swymi marzeniami i powołaniem, pokazuje, jak z powodzeniem przezwyciężyć te obawy.

Jeśli pragniesz napisać książkę, stworzyć dzieło sztuki, znaleźć nowe sposoby wykonywania pracy lub po prostu nasycić swoje codzienne życie pasją – Wielka Magia otworzy przed tobą cudowny świat twórczej ciekawości, mocy i radości.

Ta książka powstała w odpowiedzi na ogromne zainteresowanie czytelników. Wykład o kreatywności podczas TED Conference, który dała Elizabeth Gilbert, obejrzały do tej pory na YouTubie miliony osób.

 

Do poradników podchodzę bardzo ostrożnie. I nieczęsto po nie sięgam. Jednak ten był wyjątkowy. Autorka w przystępny i ciekawy sposób zachęca czytelników do kreatywnego życia. A że sama jest pisarką, to podaje przykłady z własnego życia. Kiedy była na początku swojej kariery pisarskiej to spotykała się ciągle z odmowami ze strony wydawnictw. A ona wciąż pisała i wciąż wysyłała swoje propozycje wydawnicze. Starała się nie zrażać, bo dokładnie miała wytyczony cel. Chciała zostać pisarką, czy komuś się to podobało czy nie. I jak wiemy jej książka "Jedz, módl się, kochaj" po jakimś czasie stała się bestsellerem. Taka postawa jest bardzo motywująca i dająca kopa do działania. Bo każdemu może się udać, trzeba tylko ciężkiej pracy, uporu, celu i nie poddawanie się po każdej porażce. 

Sama jestem pisarką i trochę wiem jak to wygląda ze strony autora. Lekcje, jakie daje autorka, były mi bardzo potrzebne, motywujące i dające nadzieję. 
W książce dużo jest na temat pisania, ale kreatywne życie to nie tylko tworzenie powieści. To również taniec, malarstwo, muzyka, projektowanie biżuterii i wiele innych. I każdy może znaleźć coś dla siebie, bo kreatywne życie jest ciekawsze i dające kolorów codzienności. 
Poradnik czyta się szybko i przyjemnie. Myślę, że może być ciekawą inspiracją:)

Odważysz się żyć kreatywnie?

Pozdrawiam



Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Rebis





Morderstwo o zapachu kawy

Śledztwo, które połączy - albo podzieli na zawsze.

"Morderstwo o zapachu kawy"  można powiedzieć, że jest kontynuacją książki" Śmierć i belgijska czekolada". Jednak książki zdecydowanie można również czytać osobno. Czy morderstwo może pachnieć kawą?

Opis Wydawcy:

Misia Kuleczka wiązała z tymi studiami wielkie nadzieje. Elitarny kierunek i perspektywa pracy w wymiarze sprawiedliwości miały nadać jej życiu sens i poczucie sprawczości. Szybko jednak odkrywa, że nawet w tym pozornie uporządkowanym świecie nie wszyscy postępują zgodnie z zasadami.
Gdy ginie jeden z profesorów – gwiazda wydziału – Misia staje przed propozycją, która wywraca jej życie do góry nogami. Wraz z nowo poznanymi znajomymi dołącza do nieformalnej grupy śledczej. Młodzi ludzie próbują nie tylko rozwikłać zagadkę śmierci profesora, lecz także zbudować bliższe więzi, co okazuje się trudne – każdy z nich pochodzi z innego świata i skrywa własne tajemnice.
Czy te sekrety mają związek ze śmiercią profesora? Czy Misia odkryje prawdę, jak również bez problemów ukończy studia? I wreszcie – czy mimo ran z przeszłości, uda jej się odnaleźć swoje miejsce w świecie?


Główna bohaterka Misia Kuleczka rozpoczyna studia, z którymi wiąże wielkie nadzieje. Ale życie bywa przewrotne. Na uczelni ginie jeden z profesorów i wszystko staje pod znakiem zapytania. Studenci postanawiają utworzyć grupę i przeprowadzić swoje prywatne śledztwo. Tylko każdy z tych młodych ludzi skrywa swoje tajemnice. I każdy może być podejrzany. Czy uda się znaleźć zabójcę? I co dalej ze studiami?

Książka napisana jest bardzo lekko, z poczuciem humoru. To prawda jest śledztwo, jest trup, jednak mamy lekki kryminał. Powieść jest pełna zagadek, nierozwiązanych tajemnic, przez co wzbudza zainteresowanie i dobrze spędza się z nią czas. Każda postać studentów jest ciekawie przedstawiona i dosłownie każdy mógłby być zabójcą. W powieści można poczuć ten cały studencki klimat. Autorka nie raz zaskoczy, szczególnie na koniec i takie zaskoczenia lubię najbardziej:)

 Misia ze śledztwem wyrywa się troszkę przed szereg i przez to nabawia się sporych kłopotów. Tak łatwo jest rzucić podejrzenia na innych. Tak łatwo kogoś osądzić. Czy wyciągnie z tego potrzebne wnioski? I komu zależało tak naprawdę na śmierci profesora? Tego nie zdradzę i polecam przekonać się samemu. 

Pozdrawiam



Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Filia




Lalka

 Kto z Was czytał "Lalkę" w szkole? Ja przyznaję się do tego czynu. Najlepsze zadanie jakie pani mogła w szkole zadać to czytanie lektur. Mi wychodził to idealnie i nawet taka gruba "Lalka" mnie nie przestraszyła. Myślę, że wtedy to nie do końca wszystko rozumiałam. Drażniły mnie relacje głównych bohaterów, postępowanie Izabeli. Zakończenie również nie można nazwać szczęśliwym. Jednak lektura zapadła w pamięci na zawsze:)



To wydanie "Lalki" z Wydawnictwa MG jest piękne. Twarda okładka, ilustracje. Książka rozgościła się na mojej półce i na pewno kiedyś do niej jeszcze wrócę. A dzieci będą miały lekturę na przyszłość. Chociaż ostatnio się przestraszyli, że będą musieli kiedyś to w szkole czytać:) 

Opis Wydawcy:

Lalka Bolesława Prusa to utwór wyjątkowy, od momentu ukazania się na łamach „Kuriera Codziennego” budzący kontrowersje, ale też podziw. Zawikłana, pełna niedopowiedzeń historia źle ulokowanych uczuć, straconych złudzeń i zaprzepaszczonych możliwości. Jedyna w swoim rodzaju konfrontacja romantycznego i pozytywistycznego idealizmu z realizmem.

Bohaterem Lalki jest Stanisław Wokulski, człowiek o dwóch obliczach. Z jednej strony mocno stąpający po ziemi racjonalista, z drugiej romantycznie zakochany idealista. Ona zaś, Izabela Łęcka, typowa kobieta swej epoki, oddzielona murem konwenansów od prawdziwych uczuć, jednak tych uczuć spragniona.



Bardzo polecam to wydanie. Warto mieć na półce taką perełkę i czasami wracać do tej powieści:)

Pozdrawiam


Współpraca recenzencka z Wydawnictwem MG 

Stalker

 Ona myślała, że to początek pięknego romansu. On postanowił ją... zabić!

Patrycja Prus jest znaną pisarką. Jej książki mają swoich fanów, a na spotkania autorskie przychodzą tłumy. Kobieta osiągnęła to, o czym niektórzy pisarze mogą tylko pomarzyć. Jest popularna, dobrze zarabia i robi to co kocha. Nikt nie wiem, że autorka bestsellerów zmaga się z ogromną samotnością, a książki zaczęła pisać po śmierci narzeczonego. Żeby czymś zapełnić pustkę, żeby przez chwilę zapomnieć. Od lat nie związała się z żadnym mężczyzną. Cały czas tęskniła za narzeczonym. Próbowała oswoić swoją samotność, jednak nie do końca jej się to udało. Kiedy na spotkaniu autorskim poznaje pewnego Borysa, czuje, że jest gotowa na nową relację. Tajemniczy mężczyzna pojawia się i znika z życia Patrycji. Jaki skrywa sekret? Czy ta relacja ma szansę na powodzenie? A może jest śmiertelną pułapką?


Akcja powieści rozwija się bardzo powoli. Poznajemy Patrycję, jej rytm dnia. Bohaterka pisze swoje powieści, jeździ na spotkania autorskie. Poznajemy jej przeszłość, tragedię jaka ją spotkała. Mamy też dużo przemyśleń głównej bohaterki. I tak naprawdę niby nic się nie dzieje, jednak coś wisi w powietrzu. A to pojawia się jakiś tajemniczy telefon, jakiś dziwny list.  Jakby jej zmarły narzeczony dawał jakieś znaki. Ktoś podejrzany kręci się w nocy blisko domu. Patrycja zaczyna odczuwać niepokój, jednocześnie jest zafascynowana tajemniczym Borysem. Kompletnie go nie zna, ale już opętał jej myśli. Nie może o nim zapomnieć i gdy tylko się pojawia postępuje bardzo naiwnie. Jedzie z mężczyzną do jego domu. Pakuje się w tę relację bez zastanowienia, na ślepo. A Borys ma swoje plany i nawet inne niż Patrycja. Co wyniknie z tej relacji? Czy bohaterka znajdzie swoje szczęście?

Przez połowę książki wszystko kręci się powoli, późnej znacznie przyśpiesza. I nie ma miejsca na nudę. Życie pisarki wywraca się do góry nogami, a jej zachowanie czasami może wydawać się dziwne i naiwne. Jedno spotkanie może zmienić wszystko. 

 Powieść bardzo dobrze się czyta i ciągle jakaś tajemnica wisi w powietrzu. Jest nietypowo, zaskakująco, tajemniczo. Thriller psychologiczny na jeden wieczór. Czy warto przeczytać? Jeśli lubicie takie książki niespodziewane i nieprzewidywalne to oczywiście, że tak. Ja dobrze spędziłam z nią czas:)

Pozdrawiam


Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Filia



Na babski rozum

 Książka z przymrużeniem oka, lekka lektura do poduszki. Przerywnik między kryminałami i thrillerami. Jeśli szukacie coś takiego, co szybko się czyta, miło spędza czas, ale nie pozostaje długo w głowie to lektura "Na babski rozum" będzie w sam raz. 

Opis Wydawcy:

Tosia wyjeżdża na kilka dni za miasto, lecz szybko przekonuje się, że polska wieś wcale nie musi być ani sielska, ani tym bardziej anielska. Pechowy wypadek to dopiero początek problemów, bo wszyscy wokół kłamią albo skrzętnie coś ukrywają. Czy naprawdę nie można już ufać nawet najbliższym? Jednocześnie Tosia musi zająć się odziedziczoną po babci chatą oraz hektarami ziemi, które budzą zainteresowanie podejrzanych typków, a w historii rodzinnej odsłaniane są kolejne mroczne tajemnice. I nikt nie jest pewien, co z nimi zrobić. Tak samo jak nikt nie potrafi wyjaśnić, czemu nocą w chacie słychać kroki i skrzypienie szafy. Przecież duchów nie ma, prawda?

Jaki sekret skrywał prapradziadek? Dlaczego znaleziony na torach nieboszczyk ma na ręku zapisany numer telefonu Tosi? Czy naprawdę można samemu tak po prostu otworzyć grób? I jak, do diabła, skutecznie się odkochać, o zgubieniu kilku kilogramów nawet nie wspominając…

 

W tej książce dzieje się tak dużo, że czasami trudno nadążyć. Tak jak i trudno połapać się w całej tej upiornej rodzince. A wszystko zaczyna się od pięćdziesiątych urodzin matki Tosi - Reginy. Rodzina wyjeżdża na wieś, żeby świętować wraz z solenizantką. Pojawiają się ciotki, wujkowie, kuzyni. Na dodatek dwóch nieznanych mężczyzn, ojciec wraz z synem, którzy od początku coś mocno kombinowali, i wiele innych. Nie zabraknie policji i oczywiście trupa, bo trup w takich książkach musi być obowiązkowo. Jeśli dodamy do tego miłosną klątwę, nawiedzony dom, tajemnice rodzinne i skarb  mamy mieszankę wybuchową. Każdy z bohaterów coś ukrywa, udaje. Zagadki się mnożą, a w tym wszystkim Tosia ma miłosne zawirowania. Byś z tym Lulkiem czy nie być? Oto jest pytanie. 

Książkę czyta się dobrze. Trochę przeszkadzało mi tak dużo postaci. Ale jeśli macie tak samo jak ja i czasami trudno Wam się połapać w bohaterach to autorka zrobiła na końcu książki drzewo genealogiczne całej rodzinki. Można zerkać podczas czytania i lepiej zrozumieć całą historię.

W powieści nie zabraknie sporej dawki dobrego humoru. Jest wesoło, trochę tajemniczo, a nawet miejscami zaskakująco. Taka lekka historia, przy której dobrze się spędzi czas, jednak w pamięci nie zostaje na długo. Ale takie książki również są bardzo potrzebne, jako przerywniki od cięższej dawki literatury:)

Pozdrawiam




Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Filia





Kryształowy deszcz

 "My Niemcy, mamy we krwi karność i posłuszeństwo. Wpajają nam je od dziecka, nasiąkamy nimi i to dlatego jesteśmy w stanie na rozkaz wyjść z okopów i pójść na pewną śmierć, dlatego dajemy sobą rządzić garstce szaleńców, dlatego nic nie robimy, gdy zabierają nam bliskich. Wszystko zaczyna się od ślepego posłuszeństwa, strach pojawia się dopiero potem, kiedy jest już za późno."

"Kryształowy deszcz" to druga część kryminałów retro. Pierwsze były "Ołowiane żołnierzyki". I muszę przyznać, że druga część o wiele bardziej mi się podobała niż pierwsza. 

Jeden naród. Jedna Rzesza. Jeden człowiek, który może zmienić wszystko.


Przenosimy się znowu do przedwojennych Niemiec. Jest późna jesień 1938 roku. III Rzesza jest u szczytu potęgi. Żydzi są prześladowani, zamykani w obozach koncentracyjnych, zabierane są im ich majątki W państwie robi się nieciekawie. W tym całym systemie podporządkowany SS i nazistowskiej ideologii są ludzie, którzy próbują pozostać sobą i być wierni swoim przekonaniom. Jedną z takich osób jest radca kryminalny Eilhard Kurtz.

Kurtz ma znowu do rozszyfrowania zagadkę kryminalną. W Stettinie zostaje zamordowany emerytowany generał Mannschwitz. Ale na jednej ofierze się nie kończy. Kto stoi za tymi morderstwami? Na dodatek zbliża się wizyta Hitlera w mieście. Kurtz niebawem przekona się, jaką będzie musiał odegrać rolę w tym wydarzeniu, a jaką jego najbliżsi. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Kto wygra? Kto jest katem, a kto ofiarą? 

Książka ukazuje bardzo dobrze realia tamtej epoki. Prześladowania Żydów, chaos w mieście i na świecie. Nie wszyscy Niemcy dają się porwać uwielbieniu dla swojego "kochanego wodza". Ale są też tacy, którzy traktują go jako Boga, a jego książka jest odpowiednikiem Biblii.  

W powieści bardzo dużo się dzieje. Są morderstwa i zagadki z tym związane. Jest miłość, która nie powinna się wydarzyć z powodu różnic rasowych. Jest planowany zamach na wodza Rzeszy oraz tajemnicze porwanie. Tajemnica goni tajemnicę. Wiele wątków, które na koniec się ze sobą wiążą. Nie ma nudy. 

Jeśli lubicie powieści z historią w tle to koniecznie sięgnijcie po tę książkę. Mam nadzieję, że autor szykuje kontynuację bo chętnie poznałabym dalsze losy bohaterów. Bo wojna jest już tak blisko...

Pozdrawiam



Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Filia



Gdzie jesteś siostrzyczko?

 Lubię książki autora. Zarówno te na faktach jak i fikcję literacką. Okładka "Gdzie jesteś, siostrzyczko?" bardzo mnie zaintrygowała. Opis również. Liczyłam na mocną powieść, od której nie będę mogła się oderwać. No cóż... Troszkę się przeliczyłam. 

Opis Wydawcy:

Z TEGO KOSZMARU NIKT NIE WYJDZIE NIEWINNY.
Niepokojący thriller, którego nie da się zapomnieć.
W Hotelu Loret w Beskidzie Sądeckim odbywa się luksusowa kolacja walentynkowa. Goście bawią się w najlepsze, a obsługa uwija się w pocie czoła. Tymczasem tuż obok dochodzi do dramatu. Córka właścicieli znika bez śladu.
Rok później rodzinę Loret dręczą koszmary przeszłości, jednak szybko okazuje się, że te koszmary są nie tylko wspomnieniem. Zło powraca do hotelu i wystawia na próbę na pozór bajkowe życie milionerów. Wkrótce z mroku wydobyte zostają kolejne niechciane tajemnice. Rozpoczyna się niezwykła rozgrywka, w której nikt nie jest niewinny. A może na wszystkich ciążą jedynie okropne pomówienia?
Uważajcie jednak, gdyż rozwiązanie tej zagadki to dopiero początek.
Po przebudzeniu z koszmaru należy zmierzyć się z rzeczywistością.

 

Książka zaczyna się bardzo dobrze. W hotelu odbywa się luksusowa kolacja walentynkowa, jednak w tym właśnie czasie córka właścicieli znika bez śladu. Mija rok, nie ma żadnych wieści. Ale zdarzają się kolejne dramaty. I właśnie w Walentynki. Kto za tym wszystkim stoi? Kto chce zniszczyć rodzinę Loret?
Historia pisana jest z perspektywy różnych osób. Przede wszystkim Julii, żony właściciela hotelu oraz Oliwii, komisarz, która prowadzi śledztwo zaginięcia córki, a potem właściciela. Między kobietami nie będzie przyjaźni. Odczuwana jest wrogość, Jakby każda z nich grała w jakaś grę. Klimat jest ciężki, przesyconą tajemnicą. Coś wisi w powietrzu. I na to coś musiałam czekać ponad połowę książki. A nawet prawie do samego końca. Bo przez większość historii nie dzieje się nic szczególnego. Wszyscy krążą w koło sprawy, jakby chodzili w kółko. Zabrakło tego czegoś, żeby przykuć uwagę czytelnika na dłużej. Na plus krótkie rozdziały, które sprawiają, że mimo wszystko książkę dobrze się czyta. Jednak zdecydowanie tego czegoś najwyraźniej zabrakło. Nie poczułam sympatii do bohaterów, nie przeżywałam razem z nimi tej historii. Raczej byłam biernym obserwatorem czekającym na spektakularny finał. 
Zakończenie na pewno jest zaskakujące. W końcu dostałam to, na co czekałam. Jednak autor pozostawia wiele niedomówień. Można samemu sobie dopowiedzieć, chyba, że planowany jest ciąg dalszy. 
Nie jest to zła historia i myślę, że znajdzie wielu zwolenników. Mnie nie porwała, a to pewnie dlatego, że miałam wygórowany wymagania co do niej. Tak bywa. Warto przeczytać i samemu wyrobić sobie zdanie na ten temat:)

Pozdrawiam


Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Filia


Rudowłosa z Auschwitz - historia prawdziwa

Lubię prawdziwe historie w książkach. Te wojenne są szczególne. Poruszają serca, wywołują różne emocje. Tak właśnie było z tą książką. Babcia autorki książki przeszła przez piekło, ale wola życia była silniejsza niż śmierć. 

Opis wydawcy:

Mówiono jej, że rude włosy to przekleństwo i że zginie w Auschwitz. Nie uwierzyła w to i przeżyła

Rachi ma osiemnaście lat, gdy w 1944 roku naziści wyrywają ją z rodzinnej wioski na granicy rumuńsko-węgierskiej. Wtedy to rozpoczyna się jej podróż przez piekło, prowadząca do obozów pracy i zagłady. W Auschwitz dziewczyna zostaje pozbawiona resztek godności i jej znaku rozpoznawczego – pięknych rudych włosów. Nawet jednak w tych nieludzkich okolicznościach nie traci nadziei
i wewnętrznej siły. Pomimo niewyobrażalnego horroru, w którym znalazła się wraz z siostrą, postanawia nie poddać się nazistom. I przeżyć.

Nechama Birnbaum opowiada poruszającą historię swojej rudowłosej babci, Rosie Greenstein, która przetrwała nie tylko uwięzienie i pracę w Auschwitz, ale także w obozach Bergen-Belsen
i Theresienstadt. Autorka barwnie opisuje też historię i życie codzienne kochającej się rodziny żydowskiej oraz kulturę i obyczaje niewielkiej społeczności Żydów, która jeszcze w latach czterdziestych XX wieku nie była świadoma nadchodzącej tragedii. Z osobistej perspektywy młodej dziewczyny w poruszający sposób przedstawia to, co stało się potem: okrucieństwo obozów koncentracyjnych i udrękę marszów śmierci, tragedię Holocaustu.

Bohaterka tej opowieści zmarła w maju 2022 roku w wieku dziewięćdziesięciu sześciu lat, kilka dni po amerykańskiej premierze książki. Było to siedemdziesiąt siedem lat po końcu drugiej wojny światowej. Literacka historia jej życia dołączyła do ważnych świadectw ocalałych z Zagłady i ukazała się w wielu tłumaczeniach.

 

Historia podzielona jest na pół. Jeden rozdział opisuje wojenne życie w obozie, kolejny dzieciństwo i rodzinne życie bohaterki. Dzięki temu możemy poznać lepiej tę rodzinę, ich środowisko oraz zwyczaje i wierzenia Żydowskie. A wszystko zaczyna się od tego, że naziści wyrywają całą rodzinę Rachi z ich domu. I od tej pory zaczyna się koszmar.
Przeczytałam dużo książek o tematyce obozowej i za każdym razem zastanawiałam się, jak można coś takiego przeżyć. Być w miejscu bez nadziei, w ciągłym strachu o życie. O głodzie, w brudzie. W koszmarnych warunkach, na dodatek tak ciężko pracować. To się wydaje niepojęte, a jednak tak było. Rachi za wszelką cenę chciała przeżyć i wrócić do domu. Ona wiedziała, że tak będzie. Cudem uniknęła komory gazowej. Cudem przeżyła cały obóz, morderczą pracę i marsz śmierci. Jej wola życia była ogromna, chociaż też miała chwile załamania i chciała się poddać. 
Autorka opisuje głównie życie w obozie, ale też życie już po wojnie. Wszyscy na to czekali, wszyscy czekali na koniec wojny. A kiedy ten upragniony koniec wreszcie nadszedł nie było tak kolorowo. Każdy chciał wrócić do domu, ale gdzie teraz był ten dom? Nie wszyscy bliscy przeżyli wojenną zawieruchę. Ocalali muszą nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości. Często w innym miejscu i bez najbliższych osób. Nowy powojenny świat okazuje się nie taki przyjazny jak by się mogło wydawać. 

Książkę czyta się bardzo dobrze. I po raz kolejny  doceniłam to co mam:)

Pozdrawiam




Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Poradnia K




Tam, gdzie jest miejsce przy stole

"Żyjemy uwięzieni w pajęczynie sieci, nasze kończyny są przyklejone do lepkich nici, wisimy nad przepaścią, ale w nią nie spadamy. I sporo czasu zajmuje nam zrozumienie, że to zwisanie jest jeszcze gorsze niż upadek, który przyniósłby otrzeźwiający fizyczny ból"

Przenosimy się na chwilę w klimat świąteczny, a to za sprawą książki "Tam, gdzie jest miejsce przy stole". Główna bohaterka Emilia nie miała łatwego dzieciństwa. Ojciec od rodziny odszedł, a matka ciągle wyżywała się na niej. Dziewczyna w pewien wigilijny wieczór ma dość ciągłych docinek od najbliższych więc po prostu zostawia wszystko, wstaje od świątecznego stołu i wychodzi wprost w ramiona Krzysztofa. Sporo starszy mężczyzna miał być dla dziewczyny ratunkiem, nadzieją na lepsze życie. Jednak jak się okazało, wpadła z deszczu pod rynnę. Dziesięć lat wytrzymała w przemocowym związku. Odsunięta od przyjaciół, swojego życia, mieszkała w złotej klatce i musiała robić wszystko, co dyktował partner. I znowu nie wytrzymała. W wigilijny wieczór wstała od stołu i w tym co miała na sobie opuściła narzeczonego i jego wredną matkę. Tylko tym razem nie miała planu. Nie miała rycerze, który by ją uratował. Co zrobi Emilia ze swoim życiem?


W książce poruszony jest trudny temat związków przemocowych. Nie zawsze jest tak, że partner bije. Że nosimy siniaki na ciele. Czasami jest to przemoc słowna, czasami właśnie gorsza od tej fizycznej. Oprócz Emilii poznajemy innych bohaterów, którzy są pogubieni w życiu. Andrzejka wychowującego samotnie córkę, którego żona zostawiła, bo nie dorównywał jej intelektualnie. Artura, który wyszedł z przemocowego związku poharatany i fizycznie i psychicznie. Tereskę, kobietę, która w średnim wieku postanowiła zawalczyć o swoje szczęście. Każdy z tych bohaterów ma swoją historię, swoją osobistą traumę. Ci właśnie ludzie stają się dla Emilii nową rodziną, wsparciem w odnajdywaniu samej siebie. 

W powieści towarzyszymy głównej bohaterce przez okrągły rok. Widzimy jej zmagania, walkę z demonami przeszłości. Ale nie jest już w tym sama. Ma kochanych ludzi w koło siebie. Wszystko zaczyna się i kończy w wigilię. Święta bohaterom towarzyszą przez cały rok. Co miesiąc robią miesięcznicę wigilii, żeby zatrzeć złe wspomnienia i zbierać nowe. 

Książka pokazuje różne historie, trudne, bolesne. Ale też daje nadzieje, że w każdym momencie życia warto jest zawalczyć o siebie, nawet jeśli wydaje się to bardzo trudne. Bardzo dobrze spędziłam czas z tą lekturą, a zakończenie było satysfakcjonujące. Polecam, bo naprawdę warto:)

Pozdrawiam



Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Zwierciadło 



Schron

 "Gdy w chmurach szaleje czarcie wesele, możesz być pewien, że krew się poleje."

Marcel Moss powraca z nową, mroczną powieścią. Po Polanie  i Grocie przyszła pora na trzecią część opowieści o komisarzu Samborze Malczewskim i jego psie Terrorze. Co czeka tym razem naszych bohaterów?

Opis Wydawcy:

Nad Runowem szaleje potężna burza. Mieszkańcy wsi wierzą, że to efekt słowiańskiego „czarciego wesela”, gdy demony bawią się na niebie, zsyłając ludziom obłęd i śmierć.
Następnego dnia komisarz Sambor Malczewski wraz ze swoim psem, Terrorem, przeszukują las. W starym, powojennym schronie natrafiają na ludzkie szczątki. Szybko okazuje się, że należą one do Beaty i Juliana Wilczków oraz ich córki Klary - rodziny, która zaginęła bez śladu dwadzieścia lat wcześniej.
Malczewski przypuszcza, że za ich śmierć może odpowiadać Andrzej Robotnik - mężczyzna, który przed laty zamordował żonę, syna i teściową, po czym uciekł w głąb Puszczy Gorzowskiej. Wkrótce dochodzi do kolejnego makabrycznego morderstwa, a wśród mieszkańców Runowa wybucha panika.
Co tak naprawdę wydarzyło się w starym schronie?
Czy Wilczkowie padli ofiarą zbiegłego mordercy?
I kto dziś sieje grozę wśród mieszkańców, kiedy demony z nieba już ucichły, lecz te ludzkie dopiero się budzą?


Każda książka autora jest mroczna, tajemnicza, miejscami brutalna. Tak było i tym razem. Komisarz Malczewski ma przed sobą kolejne trudne śledztwo. Kolejną zagadkę do rozwiązania. Autor przenosi nas w czasie, żeby czytelnik mógł dobrze zaznajomić się z całą historią. Dwie linie czasowe, stare szczątki ludzkie, ale też do tego wszystkiego dochodzi aktualne morderstwo. Powieść zaczyna się bardzo mocno i tempo nie zwalnia do końca. Stary schron skrywa tajemnice. Do tego dochodzą sławieńskie wierzenia.

Na szczególną uwagę zasługuje pies Terror, którego Sambor wziął ze schroniska. Psiak już swoje w życiu przeżył i na pewno nie było mu łatwo. Ma za sobą trudną przeszłość i Sambor nie zawsze się z nim może dogadać. Ale ich relacja jest w tym wszystkim najlepsza i jest taką wisienką na torcie całej opowieści. 

Jeśli lubicie takie mroczne historie, miejscami bardzo brutalne, to polecam Wam tę książkę. 

Pozdrawiam


Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Filia



Obiecaj, że będziesz pić kawę o poranku

 "Dramaty toczą się po cichu, niezauważone przez świat. A może to i lepiej? Może wcale nie trzeba publicznie ogłaszać wszystkim, że się cierpi? Podobno każdy dostaje od życia tyle, ile potrafi znieść. Ciekawe, gdzie jest jej własna granica."

Zakład opiekuńczo lecznicy, to właśnie tam spotykają się Małgorzata i Adam. Dwoje obcych sobie ludzi, których połączyło jedno. Cierpienie i choroba najbliższej osoby. Bo wystarczy tylko jedna chwila, żeby zawalił się cały świat. Wystarczy w ten konkretny dzień znaleźć małego guzka w piersi. Albo pewnego wieczoru, kiedy nikt się niczego nie spodziewał, dostać udaru. Małgorzata spędza czas przy mężu, który jest po udarze, ale stan jego zdrowia nie rokuje najlepiej. Adam odwiedza swoją chora na raka żonę Annę, której ciało poddaje się chorobie dzień po dniu. Jak znieść taki ciężar? Dobrze mieć wtedy obok siebie osobę, która dobrze rozumie to, co czujesz. Kimś takim dla Małgorzaty jest Adam. Tym właśnie kimś jest Małgorzata dla Adama. 


"Obiecaj, że będziesz pić kawę o poranku" to bardzo smutna historia. Historia o chorobie, przemijaniu, stracie. To przede wszystkim opowieść o tych, którzy muszą sobie radzić, kiedy ich bliski już nie może, kiedy nie ma go obok, kiedy zostają już tylko wspomnienia. Jak sobie radzą Małgorzata i Adam? Czytając książkę zastanawiałam się dlaczego bohaterowie czasami zachowują się dziwnie. Odprawiają jakieś rytuały, które mają pomóc chorym, wyjeżdżają na wycieczkę rowerową w listopadzie. Ale te z pozoru bezsensowne czynności dla nich są ważne. Oni muszą w coś wierzyć, żeby całkiem się nie rozsypać. Jeśli nie wierzą w Boga to szukają czegoś innego. Nawet tak bezsensownego. 

Książka jest przepełniona emocjami. Małgorzata tak pogrążyła się w swoim bólu, że nie dostrzega innych ludzi w koło siebie. Dla niej liczy się tylko ona i jej umierający mąż. Adam czasami wylewa złość na ludzi obok siebie. Tylko z Małgorzatą może o wszystkim porozmawiać, tylko ona go rozumie.

Powieść smutna, pokazująca kruchość szczęścia. Ale też dająca nadzieję na lepsze jutro. Czy kiedy wali się cały świat można jeszcze znaleźć otuchę? Przeczytajcie:)

Pozdrawiam



Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Zwierciadło 

Ostatni spisek

 "Liczył się już tylko Hitler - i to on musi zginąć, by alianci dowiedzieli się, że nie wszyscy Niemcy to naziści! (...) Świat musi zobaczyć, że się odważyliśmy. Że potrafimy się przeciwstawić tej bandzie morderców, których kominy pieców krematoryjnych dymią dniami i nocami i których nie obchodzą już ani straty w ludziach (...) ani to, że nasz kraj zmieni się wkrótce w ruiny i zgliszcza".

Książka "Ostatni spisek" opowiada bardzo dokładnie o kulisach zamachu na Hitlera. Opowiada o ludziach, którzy mieli odwagę i starali się zatrzymać machinę zła i śmierci. O bohaterach, którzy ryzykowali własne życie. I to do czego tak długo się przygotowali i to na co liczyli, skończyło się fiaskiem, a oni musieli zapłacić najwyższą karę. 

W książce bardzo istotną rolę odgrywa stary pałac i to on natchnął autorkę do napisania tej powieści.

"I takimi ich Pałac misternie zapamiętywał, nasączając wspomnieniami każdą ze swoich cegieł i spoin pomiędzy nimi, przeczuwając coraz dotkliwiej, że kiedyś ta pamięć będzie musiała mu na długo wystarczyć. (... ) Lecz czas wojenny nie słucha duchów starych murów".

 

Miał wystarczyć im jeden dzień, do którego przygotowywali się latami. Jedna decyzja i jedna detonacja. Ten dzień 20 lipca 1944 miał odmienić losy świata na zawsze. Przerwać to panoszące się zło. Ale coś poszło bardzo nie tak. I konsekwencje będą musieli ponieść zamachowcy i ich rodziny.
W Pałacu mieszka małżeństwo: hrabia, hrabina i ich córeczki. Bardzo kochająca się rodzina, piękny pałac, piękne miejsce. Ale wojna ich nie oszczędza. Jak potoczą się losy tej rodziny kiedy zamach na Hitlera się nie uda? 

Książka opowiada o wielkiej miłości, determinacji i nadziejach na lepsze jutro. O wyścigu z czasem i grze o najwyższą stawkę. Ale również o odwadze i bohaterstwie. Wzrusza, ale też daje do myślenia. Jeśli lubicie powieści z wielką historią w tle to koniecznie musicie przeczytać tę książkę. Bardzo polecam!:)

Pozdrawiam



Współpraca recenzencka z Wydawnictwem MG




Porcelanowe serce

 "Nie rozumiem. Masz fantastycznego męża, super związek. Co do cholery ma znaczyć, że zgłupiałaś? Nie jesteś nastolatką. Zawrócił co w głowie ktoś taki? Dlaczego?".

Czy miłość jest silniejsza od zazdrości?

Witam się po Nowym Roku i dość dłuższej przerwie, która była mi bardzo potrzebna. Dzisiaj, żeby przełamać niemoc twórczą przychodzę z recenzją książki: "Porcelanowe serce". To trzecia część z serii Olszany. Wcześniejsze recenzje: Olszany - droga do domu oraz Olszany - kamienna róża.

Opis Wydawcy:

Porcelanowe cacko, drobiazg z uroczą historią, przestaje być tylko rodzinną pamiątką. Przeciwnie – uaktywnia wiele niepokojących, tajemniczych zdarzeń. W życiu Julii i Wiktora pojawia się człowiek, który burzy ich spokój, wystawia kobietę na próbę, obiecując nagrodę, która może kosztować zbyt dużo.

Czy dobre imię męża, spełnienie jego marzenia, można okupić niemoralnym posunięciem? Czy Julii wolno zgrzeszyć w „słusznej sprawie”? Olszany staną się świadkiem dylematów i zaskakujących wydarzeń, które budzą grozę, namiętność i mnóstwo wątpliwości. Do czego to doprowadzi? Czy małżeństwo przetrwa, czy też serce z porcelany stłucze się, przynosząc nieszczęście? A może silniejsza okaże się… miłość – siostra zazdrości?



Julia może wydawać się, że ma idealne życie. Odnalazła swoje miejsce na ziemi, znalazła miłość. Ma piękny dom, kochającego męża, prace, w której się spełnia, rodzinę, przyjaciół. Niczego jej nie brakuje i w takiej sytuacji zaczyna szukać problemów. I nie musi szukać daleko, bo nie wiedzieć zupełnie dlaczego, zwraca uwagę na innego mężczyznę. Ta fascynacja może być dla niej zgubą. Na dodatek ktoś prześladuje ją i Wiktora. Kłopoty się nawarstwiają, a Julia brnie w swoje kłamstwa coraz bardziej. Czuje się jak w matni, z której nie ma wyjścia. Czy w takiej sytuacji jej związek z Wiktorem ma szansę na przetrwanie?

Trzecia część serii Olszany jest moim zdaniem najciekawsza. Dużo się dzieje, tajemnica goni tajemnicę. Główna bohaterka jednak trochę mnie tym razem denerwowała. Nie rozumiałam jej fascynacji Rolfem. Wszystkie kłamstwa tylko pogarszały sytuację. Mimo, że w książce wiele się działo, to cała historia mi się trochę dłużyła. Czekałam na jakiś spektakularny finał, na jakieś mocne zakończenia jednak wszystko rozeszło się po kościach. Czegoś mi na koniec zabrakło. 

Mimo tych minusów całą serię Olszany miło wspominam. I dziękuję Wydawnictwu Mięta za to, że mogłam poznać tę historię:)

Pozdrawiam




współpraca recenzencka

SEJF

:)